No chyba nie trzyma się zbyt mocno. Temat zniknął praktycznie z łamów prasy komputerowej i z portali poświęconych informatyce. Coraz rzadziej docierają maile z zaproszeniami na konferencje i szkolenia. ITIL umiera i mówię to bez żalu. Nawet jak na naszą branżę, która z bytami wirtualnymi jest za pan brat, wydawał się zawsze czymś wyjątkowo nie rzeczywistym. Piszę czymś – bo nawet na poziomie semantycznym jest z nim problem. Czym jest ITIL? Teorią naukową? Technologią? Może metodologią?. Najbliższa prawdy jest chyba definicja Wikipedii, wg której to kodeks postępowania. Ale czy z jakiegokolwiek kodeksu udałoby się zrobić tak rozbuchany produkt marketingowy? Produkt, o którym pisano, z którego się szkolono i który próbowano wdrażać? No i najważniejsze, za który płacono, i to bynajmniej nie wirtualnymi pieniędzmi.
To wyjątkowo spektakularny przykład nieracjonalności rynku, który bardzo często kieruje się modą. Nie pierwsza to moda, nie ostatnia, ale na swój sposób wyjątkowa. Po innych coś jednak zostawało. Chociażby w niewielkim stopniu zmieniały one sposób patrzenia na informatykę. ITIL jest pierwszą, po której nie zostanie nic. No może poza żalem za zmarnowanymi pieniędzmi.