„Co trzeci internauta miał w realu kontakt seksualny z osobą poznaną za pośrednictwem sieci” wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie firmy farmaceutycznej, przez specjalistę legitymującego się tytułem profesorskim. Znam paru tzw. „internautów” i powiem szczerze szokiem byłoby dla mnie gdyby okazało się, że przygodę taką miał co trzydziesty. Badania, które dowodzą, że dotyczy to co trzeciego, to już jakiś kompletny odlot, gwałt na rozumie i wydaje się, że każdemu kto zachował przynajmniej minimalny kontakt z „realem” powinny wydać się podejrzane. Cóż, można na to machnąć ręką. Ktoś zlecił badania, ktoś je wykonał – normalna transakcja. Nie na takie bzdury wydaje się pieniądze. Dziwi co innego, że tak łatwo i bezkrytycznie kupują to mainstream-owe media. Opiniotwórczy dziennik, informuje o tym na pierwszej stronie, rozgłośnia radiowa aspirująca do miana radia dla inteligencji, umieszcza to w serwisie informacyjnym. Nikt nie pyta o reprezentatywność badanej próbki i nie dostrzega, że wiarygodność internetowej ankiety, na którą odpowiedzieć może każdy ( a tak przeprowadzano badania dot. seksualności internautów) jest żadna. Nikogo nie interesuje gdzie konkretnie w internecie umieszczone były odnośniki do ankiety. W końcu po co – „real” jest skomplikowany i nieefektowny, a takie rzeczy sprzedają się słabo. Co innego fakty wirtualne.