Jadąc wieczorem do znajomego (około 2 km bocznymi drogami) zostałem zatrzymany przez patrol policyjny. Funkcjonariusz uzbrojony w gustowną świecącą pałkę (niby jakiś rycerz Jedi) wskazał mi miejsce na poboczu, podszedł do auta i poprosił o dokumenty. W tej chwili ze zgrozą uświadomiłem sobie, że mam na sobie inną kurtkę niż zwykle. Portfel i prawo jazdy zostały w domu. Licząc na litość oraz znikomą szkodliwość czynu zaproponowałem, że za 5 minut mogę wrócić z dokumentem. Nie było to chyba zbyt mądre, bo policjant, głosem nie znoszącym sprzeciwu, zaprosił mnie do radiowozu stojącego opodal. Idąc rzucił jeszcze od niechcenia, że sam sobie wszystko sprawdzi. Zbliżając się do radiowozu dostrzegłem, że siedzi w nim jeszcze drugi funkcjonariusz. Najwidoczniej partner mojego Jedi. W świetle samochodowej żarówki mogłem zobaczyć, że obaj są dość młodzi. Siedząc na fotelach w nowym „wszystko mającym” aucie, ubrani w cieplutkie mundury, robili profesjonalne wrażenie. Tym bardziej, że w ich rękach dostrzegłem małe cacka – przenośne terminale z Windows Mobile. Niestety do wnętrza radiowozu nie zostałem zaproszony pomimo tego, że ubrany byłem dość lekko. Marzłem więc, stojąc potulnie obok drzwi kierowcy, co miało jednak tą niewątpliwą zaletę, że patrząc przez ramię funkcjonariuszowi, mogłem obserwować jak w praktyce wykorzystywana jest policyjna infrastruktura IT. Sprawa w sumie była prosta, chodziło o ustalenie, czy kierowca o moim imieniu i nazwisku figuruje w centralnej bazie kierowców. Na początku wydawało się, że wszystko załatwione zostanie w ciągu minuty. Funkcjonariusz w sprawny i zdecydowany sposób zaczął stukać patyczkiem w dotykowy panel. Patrząc jak szybko zmienia ekrany, zadumałem się nad zawiłością policyjnych aplikacji, jednak po jakiś 2 minutach zaczęło kiełkować we mnie podejrzenie, że coś jest nie tak. Klikanie, które z razu wydawało się zdecydowane, stało się jakby z lekka chaotyczne. Mijały kolejne minuty bez widocznego efektu. Gdy zaczęły odmarzać mi nogi, funkcjonariusz doszedł w końcu do wniosku, że dalej nie ma to sensu i należy przejść do działań niestandardowych. Zaczął od zamiany terminali. Gdy jednak ten od kolegi okazał się równie oporny, otworzył klapkę z tyłu urządzenia i je zresetował. To, czy też może jakaś nagła iluminacja sprawiły, że system w końcu został okiełznany i po kilkunastu kliknięciach potwierdził, że istnieję. Jeszcze tylko wypisanie mandatu i szczęśliwy, że nie muszę już marznąć, mogłem wrócić do ciepłego auta Sprawiedliwości stało się zadość, także dzięki IT. Rozumiem, że piratów drogowych, jadących osiedlową uliczką, bez prawa jazdy, z prędkością 20 km/godz., trzeba karać z całą surowością. Czemu jednak musi trwać to tak długo?
19.01.2010
04.01.2010
Lepsze wrogiem dobrego
Planowanie zakupów w oparciu o zamówienia na wyroby to rzadkie zjawisko w firmach eksploatujących systemy ERP. Raz dlatego, że mało która firma ma potencjał pozwalający na realizację tej koncepcji (patrz http://projekty.erpstandard.pl/2009/12/10/mrp-czyli-jak-wykorzystac-slabszego/ ) dwa: nie wszędzie jest ono po prostu potrzebne. MRP dobre jest w przemyśle maszynowym. Tam elementu potrzebnego do produkcji wyrobu A, nie da się, z reguły, wykorzystać do produkcji wyrobu B. Złe zamówienie, to niepotrzebny zapas leżący często na magazynie przez długie miesiące. Warto się potrudzić aby go zlikwidować. Koszty poniesione na wdrożenie takiej funkcjonalności łatwo dadzą się tu przeliczyć na konkretne oszczędności. Inaczej jest w firmach wytwarzających materiały budowlane, firmach chemicznych, a szerzej we wszystkich przedsiębiorstwach, gdzie produkuje się różne wyroby wykorzystując do tego takie same surowce. Firmy takie mają często bardzo bogatą ofertę asortymentową przy wyjątkowo prostej strukturze zakupów. Przykładowo: surowce są takie same, niezależnie od tego jakiego kształtu są dachówki, jakiej wielkości cegły, czy jakiego koloru pokrycia ścienne lub podłogowe. Dla klienta kształt i kolor to cechy o znaczeniu podstawowym, dla firmy – z punktu widzenia potrzeb materiałowych – cechy drugorzędne. Co byśmy nie robili, właściwie zawsze zamawiamy to samo. W sytuacji takiej planowanie zakupów materiałowych na podstawie zamówień na wyroby, w niczym nie jest lepsze od planu robionego w oparciu o informacje historyczne. Analizując strukturę zakupów w minionych okresach, uwzględniając sezonowość sprzedaży oraz wieloletnie trendy popytu na nasze produkty możemy uzyskać podobny rezultat. Wdrożenie MRP nic tutaj nie zmieni, a jeżeli już, to raczej na gorsze.